Jestem zmęczona

utworzone przez | 19 wrz 2022 | Blog | 2 Komentarze

Poprzedni rok szkolny dosłownie przeciorał mnie na całego. To była pierwsza klasa mojego syna. Nowa szkoła, nowe zasady, wszystko nowe. Na dodatek szkoła systemowa, co szczególnie mnie gryzie. Jednak po przeanalizowaniu naszych możliwości oraz potrzeb, ta szkoła była jedyną opcją, którą widzę na ten moment. Naprawdę przedszkola, w których dziecko idzie “od do” i to na dodatek zawsze to samo “od od” chyba, że TY chcesz inaczej, ogarnięte posiłki, brak codziennych przygotowań na drugi dzień – to placówki, które powinny z marszu dostawać oklaski i złote medale.

W szkole syna obowiązuje system zmianowy tzn. przez kilka dni dzieci chodzą na godziny poranne dla przykładu od 8 do 11, a w inne dni od 12 do 16… no dramat. I jasne, że tak wybrałam i jasne, że wiedziałam na co się piszę – tylko, że wcale nie. Przecież my nigdy tak naprawdę nie wiemy jak będzie, jak sobie poradzimy, jak w tym czasie będzie wyglądał świat. Uczymy się przez doświadczenie, a reszta to tylko teoria. 

Mierzenie się z codziennością szkolną, z chęcią bycia zaangażowaną, całkiem spoko mamą, w miarę organizowanie i podtrzymywanie ogniska domowego i skrawki pracy to dla mnie za dużo. Ale jak do tego dodasz: czepianie się siebie, niezadowolenie, że nie umiem inaczej, pretensje, że nie potrafię jak inni rodzice, że właściwie to jestem beznadziejna i nawet poukładać sobie życia nie umiem, a co dopiero z młodym człowiekiem. To dopiero ciężki kaliber, to najcięższy z plecaków, który można sobie samej nałożyć zupełnie niepostrzeżenie. (Pisałam w poprzednim wpisie, że współpracuję z Hakuj Zdrowie i w ramach tej współpracy nagrałam naprawdę dobry podcast z Sabiną Sadecką o naszym układzie nerwowym – nagranie obowiązkowo do odsłuchania na spreaker lub spotify). To ciągłe stawanie na wysokości zadania. Jakich wysokości? Względem czego? Skąd one się wzięły i jak je zmierzyć? 

Pod koniec roku byłam już skrajnie wyczerpana, od chęci płaczu co chwilę, po ochotę by uciec i wrócić za 10 lat w trybie: zmieniamy nastrój 789090 w ciągu dnia. Najczęściej jechałam na totalnym, nawykowym odcięciu od siebie, bo inaczej czułam to zmęczenie, złość, frustracje, poirytowanie i napięcie non stop. Utrzymanie tak wielu tajfunów wewnętrznych wymaga olbrzymich nakładów energetycznych. To rozwala organizm od środka i w pewnym momencie serio nie widzisz innego wyjścia jak poddać się. 

I oczywiście, że mamy słabą świadomość społeczną co do trudów, z którymi mierzą się rodzice. I jasne, że tu i ówdzie wciąż oczekiwania są jak z kosmosu, że zamiast systemowo sobie ułatwiać to my sobie utrudniamy na okrągło. Tylko, że tak naprawdę to nie w tym kłopot. To nie ułatwia, ale klucz jest w środku, dogmat ogarniania wszystkiego, bycia efektywnym (najlepiej też efektownym), dążenia do sukcesu najbardziej stereotypowego, siedzi we mnie. 

Na rozum i w gadaniu wszystko pięknie umiem obalić (choć i to nie zawsze), ale chodzi o to jak mi jest w doświadczaniu, a tutaj kuleję na całego. Nikt inny tylko ja sama podskórnie czułam, że właściwie nie mam prawa do odpoczynku tak jak chcę i ile potrzebuję, skoro moja praca jest mniej wymagająca (nie wiem kto to zmierzył) i na dodatek bezczelnie jest z niej zdecydowanie mniej pieniędzy w domowym budżecie (a to już absolutna groza). Ja naprawdę wiem, że czasy się zmieniają, że powolutku robimy na tym polu porządki, że powstają tak wspaniałe strony jak niewidzialny etat. Ale kurde blade, to siedzi tak głęboko, komórkowo. Jestem w żłobku jeśli chodzi o stawanie za sobą w tej kwestii, na głos i odważnie przy wszystkich. Buntuje się w środku, ale potem gdy trzeba to milknę i z udawanym uśmiechem na spotkaniach towarzyskich znoszę te niby żarty o tym sławnym: że siedzę w domu i nic nie robię. I powielam po raz ileśmilionowy to, co historia ma wyryte na blachę i sama stawiam cegiełkę w ślepym murze nastawionym tylko na produkcję i konsumpcję.

W tym roku postanowiłam być mądrzejsza, odważniejsza i odczepiłam się od tego, że ktoś coś, tylko wracam do tego, że ja. Po pierwszych tygodniach szkoły, widzę że wymaga to ode mnie codziennej maksymalnej uważności na sygnały z mojego ciała. Można powiedzieć, że też zapisałam się do szkoły swojego własnego systemu. 

Karolina Wilk

_______________________

Czytam: “Dziennik Anaïs Nin tom 3” opracowanie Gunther Stuhlmann – powoli smakuję i zachwycam się aktualnością tej książki ponad 80 lat później.
Uczę się: malowania akrylami
Słucham: 1984 George Orwell – adaptacja Anna Lea
Piosenka: Paweł Domagała – Łe Łe 
Serial: Inna Ja

Zdjęcie Unsplash

2 komentarze

  1. Iza Misiak

    Ciekawa jestem odkryć ze szkoły Twojego własnego systemu, mam nadzieję, że będziesz miała chęć dalej dzielić się przemyśleniami 🙂 Uściski! <3

    Odpowiedz
    • Karolina Wilk

      Z Twoich literek to brzmi jeszcze bardziej interesująco! <3

      Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Cześć!

Poszukująca, zafascynowana konstrukcją człowieka, mechanizmami, które w nim się przejawiają i niezwykłym potencjałem.

Ukończyła m.in Coaching oparty na potrzebach, Integralne Studium Rozwoju Osobistego, Conscious Healing oraz Akademię Psychobiologii by zrozumieć, że tak naprawdę nic nie wie na pewno i to jest ekscytujące, choć czasem trudne. Tworzy przestrzeń do zaglądania w głąb siebie i eksplorowania.